| Rewitalizacja Nadodrza. Jak bardzo chcemy zmienić tę część miasta? |
|
|
|
| Wpisany przez Łukasz Medeksza |
| niedziela, 13 czerwca 2010 15:08 |
|
Czy da się przekształcić Nadodrze we wrocławski Montmartre? A może rewitalizacja nie ma sensu w sytuacji, gdy brakuje dużych, prywatnych inwestorów zainteresowanych kompleksowymi remontami kamienic? O rewitalizacji Nadodrza dyskutowaliśmy 29 maja. Głównym bohaterem spotkania był Sebastian Wolszczak, który odpowiada za ten program z ramienia Urzędu Miasta Wrocławia. Przypomniał, że z formalnego punktu widzenia plan rewitalizacji Nadodrza powstał, by pozyskać dofinansowanie na ten cel z Regionalnego Programu Operacyjnego. Został przyjęty przez Radę Miejską Wrocławia w lutym 2009 r. Jest skromną, ograniczoną tylko do jednej części miasta wersją ambitnego Lokalnego Programu Rewitalizacji Wrocławia z 2005 r. Uchwała rady z 2009 r., wraz ze szczegółowym programem działań i jego historią jest na oficjalnej stronie Wrocławia. Warto także przeczytać tekst Małgorzaty Golak z Biura Rozwoju Gospodarczego (BRG) Urzędu Miasta Wrocławia o rewitalizacji Nadodrza. Już po debacie miasto dostało ponad 10 mln zł na realizację programu. Za te pieniądze odnowione mają być 24 kamienice, sześć podwórek, trzy parki i komisariat. Szczegóły – w tekście "Gazety Wyborczej Wrocław". Podczas naszej debaty Sebastian Wolszczak tłumaczył, że Nadodrze zostały wybrane jako tzw. obszar wsparcia przede wszystkim ze względu na trzy czynniki: a) wysoki poziom przestępczości i wykroczeń; b) niski wskaźnik prowadzenia działalności gospodarczej; c) niski poziom wartości zasobu mieszkaniowego. - W latach 2008-2009 urząd miejski przeprowadził konsultacje społeczne i nabór projektów wśród mieszkańców osiedla. Uzyskał w ten sposób 205 odpowiedzi na pytania ankietowe i 203 projekty na kwotę ponad 60 mln zł (w tym 198 projektów z dziedziny mieszkalnictwa na 53,8 mln zł) – wyliczał Wolszczak. Jaka przyszłość dla Nadodrza marzy się urzędowi miejskiemu? - Wrocławski Montmartre – przyznała Małgorzata Golak z BRG. I dodała, że jedną z inspiracji dla Nadodrza jest ambitny program rewitalizacyjny realizowany we francuskim Lyonie – jeden z najbardziej znanych tego typu projektów w Europie. Sceptycyzmu wobec takich planów nie krył Paweł Karpiński (Towarzystwo Urbanistów Polskich / Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego), który swego czasu mieszkał krótko na Nadodrzu. Przypomniał, że okolica ta całkowicie straciła kontekst, w jakim była budowana (XIX-wieczna industrializacja). Więc trudno ją odnowić, skoro władze publiczne stać tylko na rewitalizację wybranych punktów, a nie kompleksową modernizację całej dzielnicy. Zaś duzi prywatni inwestorzy nie mają interesu, by wspierać taki program. Na sali było kilkoro młodych mieszkańców kamienic nadodrzańskich. Wskazywali, że problemem są niektórzy lokatorzy komunalnych mieszkań w tej okolicy, którzy nie szanują swoich domów, wręcz je demolują. Policja jest bezradna. W tej sytuacji ambitniejsze remonty są syzyfową pracą. Ale czy taka "trudna populacja" jest znaczącym odsetkiem ludności Nadodrza? - Raczej niewielkim – podkreślił Sebastian Wolszczak. Przemysław Filar, prezes Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia, opowiedział się za takim zarządzaniem dzielnicą, by jej "trudni mieszkańcy" dostali zarówno marchewkę, jak i kij. Marchewką są np. działania Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Kijem – większy nadzór Straży Miejskiej i dzielnicowego. - Ważne jest również przecięcie patologicznych struktur, poprzez budowę plomb w szczególnie złych miejscach oraz wymianę zabudowy, tam gdzie nie spełnia ona podstawowych potrzeb, czyli np. wyburzenie kamienic w szczególnie złym stanie, a postawienie na ich miejscu budynków TBS – argumentował Filar. - Pozwoliłoby to przesiedlić szczególnie uciążliwych mieszkańców. Dominika Krop-Andrzejczuk z Pracowni Architektury Krajobrazu iKropka (firma ma siedzibę w tym rejonie miasta) mówiła o programie Rozruszniki Podwórek. To element rewitalizacji Nadodrza. W jego ramach iKropka pomaga w odnawianiu jednego z podwórek przy ul. Ptasiej. - Ważnym elementem projektu są konsultacje społeczne, bo pozwalają poznać problemy użytkowników, ich potrzeby, oczekiwania – tłumaczyła Dominika Krop-Andrzejczuk. - Na pierwszym spotkaniu jeden z mieszkańców zobowiązał się do pomocy, sam załatwia część potrzebnych materiałów budowlanych. Istotna jest współpraca z ludźmi na każdym etapie inwestycji, nawet jeśli dotyczy ona tylko podwórka z przestrzenią przeznaczoną na plac zabaw, zielenią, czy kącikiem dla mieszkańców. Ważne, żeby mieszkańcy zaangażowali się również w wykonawstwo i późniejszą opiekę nad zrealizowanymi elementami podwórka. Po debacie wyruszyliśmy na krótki spacer po Nadodrzu. Oprowadzała nas zawodowa przewodniczka miejska (zaprosiło ją BRG – dziękujemy!). Przeszliśmy przez pl. św. Macieja i ul. Chrobrego pod Dworzec Nadodrze, stamtąd pod dawną stację kolejki wąskotorowej przy kościele św. Bonifacego – i w końcu na pl. Staszica, gdzie trwał zorganizowany przez Radę Osiedla Nadodrze festyn z okazji Europejskiego Dnia Sąsiada. Po drodze zobaczyliśmy fasady kilku imponująco odnowionych kamienic. Ciekawym "efektem ubocznym" naszych dyskusji o przyszłości tej części Wrocławia jest grupa o nazwie REwitalizacja Nadodrza w Facebooku. Założył ją młody wrocławski urbanista Łukasz Piwnicki, związany z portalem Urbanistyka.info. (Zdjęcie nad tekstem pochodzi z Wikipedii). |
| Poprawiony: niedziela, 13 czerwca 2010 15:22 |






Wrocław, Nadodrze. Ul. Jedności Narodowej (Fot. Wikipedia / Julo)