| Czym ma być Muzeum Współczesne Wrocław? |
|
|
|
| Wpisany przez Łukasz Medeksza |
| środa, 24 marca 2010 23:45 |
|
Jeśli muzeum ma być przestrzenią tworzenia, a nie składowiskiem eksponatów, to po co mu jakaś kolekcja? Jaką rolę pełni kurator? Zastanawiała się nad tym Dorota Monkiewicz podczas pierwszej debaty Habeas Lounge w InfoPunkcie Nadodrze. Żyjemy w czasach interakcji, Web 2.0, wirtualnych społeczności, powszechnego remiksowania zastanych dóbr kultury. Ma to kapitalny wpływ na sposób tworzenia instytucji, których zadaniem jest wspieranie sztuki współczesnej. Dorota Monkiewicz, współautorka koncepcji programowej MWW, przedstawiła wielogłosową dyskusję dotyczącą programowania muzeów w odpowiedzi na zmiany zachodzące w naszym otoczeniu kulturowym. Najbardziej radykalną koncepcję "muzeum publiczności" zaproponował Marek Krajewski, znany poznański filozof i teoretyk kultury. Jego program da się streścić w formule "radykalnej idei partycypacji": publiczność to aktywni twórcy, a nie bierni receptorzy. Zdaniem Marka Krajewskiego dzisiejsze muzea pragną być czymś w rodzaju "kulturowego mallu", który "oddaje głos kulturom i społecznościom marginalizowanym i wykluczonym", "zrywa z monologowością i dydaktyzmem ekspozycji" i przywiązuje wagę do atrakcyjności budynku. Brzmi nieźle. Ale to za mało. Bo prawdziwym przełomem jest dopiero "muzeum publiczności", w którym zakwestionowana zostaje rola selekcjonera - kuratora, zaś odwiedzający swobodnie remiksują zastane wytwory kulturowe i tworzą spontaniczne "wspólnoty odbiorcze". Znani praktycy zwracają jednak uwagę na wagę gromadzenia własnej, artystycznej kolekcji przez muzeum, która jest "ekspresją tożsamości kulturalnej danej wspólnoty". Bo - jak mówi dyrektor Tate Modern Nicolas Serota - "chociaż obecnie przeważa pogląd, że muzeum to miejsce negocjacji, przestrzeń wolności", to kolekcja jest "stabilnym jądrem – nie można wszystkiego negocjować". Dyskusja muzealników obejmuje też rolę muzealnego kuratora, który zdaniem Roberta Storra (głównego kuratora MoMA w Nowym Jorku) nie powinien być ani przybocznym artysty, ani kolekcjonerem, ani "urzędnikiem kulturalnej biurokracji", ale "syntetyzatorem i kulturowym analitykiem". Powinien edukować, nie popadając przy tym w nadmierną dydaktyczność. Powinien dbać o swoją niezależność "od sponsorów i dyrektora, działów marketingu i edukacji". [Wszystkie cytaty za prezentacją Doroty Monkiewicz]. Dyskusja po wystąpieniu Doroty Monkiewicz była gorąca. Piotr Oszczanowski (Uniwersytet Wrocławski, Instytut Historii Sztuki) wytknął sprzeczność pomiędzy koncepcją "muzeum publiczności" a silnym kuratorem. Zastanawiał się też, z czego MWW zbuduje swoją kolekcję i przypomniał o zbiorze dzieł współczesnych przechowywanych (ale nie udostępnianych publiczności) przez Muzeum Narodowe we Wrocławiu. Izabela Mironowicz z Towarzystwa Urbanistów Polskich sprzeciwiła się podkreślaniu kategorii lokalności w koncepcji MWW. - Sztuka ma być dobra, a nie lokalna – przekonywała. Jej zdaniem, zniszczenie zabytkowego posągu Buddy przez talibów było przykładem triumfu lokalności nad dobrą sztuką. Jeden z uczestników spotkania skrytykował lokalizację Muzeum – zbyt bliską, jego zdaniem, innym podobnym instytucjom (Muzeum Narodowe, Muzeum Architektury, Panorama Racławicka). Z kolei Przemysław Filar (prezes Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia) lansował ideę obsiania Wrocławia galeriami sztuki współczesnej, zwłaszcza w trudnych dzielnicach – ale nie jako alternatywę dla MWW, a jako ewentualne uzupełnienie koncepcji. Pojawiły się wątpliwości wobec dwóch miejsc, które są "zajawkami" MWW: bunkra na pl. Strzegomskim oraz kanapy Habeas Lounge w InfoPunkcie Nadodrze, która gościła debatę. Zdaniem jednego z uczestników dyskusji, zaproponowana przez Dorotę Monkiewicz "strategia okrążania miasta" jest niezła, ale zacząć należałoby np. od blokowisk. Zaś kanapa Habeas Lounge podtrzymuje podział na aktywną elitę i bierną publiczność. Katarzyna Kaczorowska z "Polski – Gazety Wrocławskiej" wątpiła, czy MWW w bunkrze ma sens, skoro w pobliżu są tylko biurowce, ulice i bloki.
Koncepcja Muzeum jest wydumana, a ludzie nieprzygotowani na odbiór sztuki współczesnej – stwierdził Marek Natusiewicz, urbanista blogujący w serwisie Dolnoslazacy.pl. Jego zdaniem, publiczność będzie pytała o konkrety. I sam zapytał o to, czy np. w MWW możliwa będzie wystawa współczesnej wrocławskiej sztuki sakralnej. Za edukowaniem publiczności opowiedziała się też Izabela Mironowicz, która nie jest przeciwko dialogowi i negocjowaniu sposobu działania takich instytucji, byle zachować zdrowy rozsądek. - Nikt nie negocjuje społecznościowo przebiegu operacji chirurgicznej – wskazywała. Dorota Monkiewicz odpowiadała m.in., że nie ma sprzeczności między przestrzenią otwartą dla kreatywnych użytkowników a działalnością edukacyjną, bo w MWW może być i to, i to – tyle że w różnych częściach budynku. Już w schronie na pl. Strzegomskim będzie pomieszczenie otwarte na działania miejscowej młodzieży. Z kolei lokalność może być atutem, zarówno ze względu na własne tradycje artystyczne Wrocławia, jak i na scenę współczesną, choćby z tego względu, że Wrocław jest krajową stolicą street artu, więc ma się czym pochwalić. Cała debata była sama w sobie częścią MWW, ponieważ takie jest założenie czerwonej kanapy Habeas Lounge jako obiektu, który docelowo ma zasilić Muzeum. Zarówno koncepcja, jak i codzienna działalność Muzeum są negocjowalne. Acz nie we wszystkich aspektach: lokalizacja instytucji jest już wskazana, podobnie jak jej projekt architektoniczny. Przeczytaj koncepcję programową Muzeum Współczesnego Wrocław autorstwa Doroty Monkiewicz i Piotra Krajewskiego. |
| Poprawiony: poniedziałek, 29 marca 2010 12:28 |






(Wizualizacja - Nizio Design International).
Komentarze
co w ustach tzw. WŁADZY przywołało mi podobną sytuację sprzed z górą 30 lat, kiedy to postanowiliśmy wspólnie z 10 mln podobnych szarych ludzi wziąć sprawy w swoje ręce. Dzisiaj mamy inną sytuację i dlatego też postaram się na to pytanie WŁADZY odpowiedzieć.
Po pierwsze - stworzyć warunki do konkurencji ofert prezentacji zasobów wrocławskich muzeów.
Po drugie - rozwinąć działalność edukacyjną po to, aby "przysposobić" Wrocławian do obcowania ze sztuką.
Po trzecie - umożliwić bezpośrednie obcowanie ze sztuką w każdej postaci. Z własnego doświadczenia wiem jak jest to ważne w sytuacji dotychczasowego "podręcznikowego " obcowania.