| Czy da się wymyślić własną tradycję? |
|
|
|
| Wpisany przez Łukasz Medeksza |
| piątek, 02 kwietnia 2010 11:31 |
|
Tożsamość wrocławianina jest jak patchwork – można ją zszywać z wielu różnych elementów. Które z nich mają największe znaczenie? Jak je połączyć? O tym rozmawialiśmy podczas debaty Habeas Lounge 27 marca. Na czerwonej kanapie usiedli obok siebie zwolennicy kilku "twardych" tożsamości. Krzysztof Grzelczyk (były wojewoda dolnośląski z PiS) podkreślał, że dla niego najważniejsza jest tożsamość narodowa. - Obraża mnie, gdy muszę tłumaczyć, co wspólnego z Wrocławiem mają rotmistrz Pilecki, albo dzień 11 listopada – zaznaczał. Tomasz Sielicki (Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia) opowiadał o tożsamości wrocławskiej, o swoich własnych związkach z tym miastem. - Jestem wrocławianinem od trzech pokoleń – mówił. - Tożsamość Wrocławia budują postaci historyczne i miejsca z nimi związane: Henryk Pobożny, Henryk Probus, Ostrów Tumski, św. Jadwiga, ale też cesarz Leopold I Habsburg, który założył nasz uniwersytet. Jednocześnie Sielicki zapewniał, że "miasto to przestrzeń wspólna", w której zderzają się różne punkty widzenia. I że "każdy ma prawo do swojej wizji, swoich emocji". Adrian Drożdż (Uniwersytet Przyrodniczy) lansował tożsamość regionalną. Przekonywał, że najważniejszym punktem odniesienia dla wrocławianina jest Śląsk. - Jestem wrocławianinem, Ślązakiem, Polakiem Europejczykiem. To da się połączyć – argumentował. Te różne punkty widzenia próbował godzić Marek Mutor (dyrektor Ośrodka Pamięć i Przyszłość). - Nie ma sprzeczności między tożsamością lokalną a państwową – tłumaczył. I wyliczał podstawowe – jego zdaniem – składniki współczesnej tożsamości wrocławskiej: a) powojenne przesiedlenia; b) powolne oswajanie miasta, którego "substancja materialna jest spadkiem po poprzednikach"; c) powojenna historia, zwłaszcza ta związana z oporem przeciwko komunizmowi; d) Kongres Eucharystyczny w 1997 r., podczas którego Jan Paweł II nazwał Wrocław "miastem spotkań". - Z tym hasłem wszyscy się dziś identyfikujemy – mówił Mutor. Marek Natusiewicz (urbanista, bloger w serwisie Dolnoslazacy.pl) wprowadził nieco zamieszania wskazując, że te wszystkie tożsamości da się zakwestionować – zwłaszcza te odwołujące się do przynależności państwowej, lub etnicznej. Bo ani Wrocław nie był jednoznacznie niemiecki przed wojną, ani nie jest jednoznacznie polski obecnie. Gdy był czeski, to Czesi mówili po niemiecku, a gdy był częścią monarchii habsburskiej, to przecież nie można powiedzieć, że był austriacki. - Tożsamości Wrocławia szukałbym w Duchu Rzeczpospolitej – puentował Natusiewicz. Chyba najbardziej ekscentryczną koncepcję przedstawił Mateusz Kokoszkiewicz (Towarzystwo Upiększania Miasta Wrocławia), który zaproponował tożsamość opartą na tradycji lewicowych rewolucji. - Fundamentem "Solidarności" w 1980 r. nie była polskość, a socjalizm – wskazywał. - W 1918 r. we Wrocławiu była rewolucja socjalistyczna. Da się połączyć te wydarzenia. Gościem specjalnym debaty był dr Paweł Kubicki, socjolog miasta z Instytutu Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor badań nad tożsamością wrocławian (także autor koncepcji "nowych mieszczan"). Porównywał tożsamości wrocławską i krakowską. Jego zdaniem, skoro o tej pierwszej się dyskutuje, to jest z nią problem. Ta druga jest silna, więc się o niej nie mówi. Ale z biegiem czasu Wrocław ma coraz większe poczucie własnej tożsamości. Kiedyś był miastem społecznie zatomizowanym, dziś jest trzecią najbardziej rozpoznawalną polską marką – po Krakowie i Kościele Katolickim. Jednocześnie Wrocław buduje swoją tożsamość w oparciu o całość miasta, podczas gdy w Krakowie spotykają się dwie inne tożsamości: ta związana z historią Polski oraz ta związana z poszczególnymi dzielnicami, a nawet ulicami. Kubicki podkreślał, że atutem miasta może być wielokulturowość i jego usytuowanie na pograniczu. - W Europie były i stosy, i prawa człowieka. Dziś nie mówimy o stosach, ale o prawach człowieka – wyliczał. - Kiedyś był spór o to, czy Strasburg jest francuski, czy niemiecki. Dziś jest symbolem zjednoczonej Europy. Takich miast pogranicza kulturowego jest więcej – np. rumuński Cluj. Z drugiej strony, wielokulturowość bywa pustym hasłem marketingowym. - Wrocław szczyci się Dzielnicą Czterech Świątyń, a jednocześnie wyeksmitował z niej mieszkających tam Romów – ironizował Paweł Kubicki. - Dlaczego? Bo nie są "kulturą marketingową". Poza tym istnieją naprawdę. A to problem. - Wielokulturowość jako fundament tożsamości Wrocławia powoduje, że jesteśmy nijacy – narzekał Andrzej Kofluk (Inicjatywa "Tak dla Wrocławia", jeden z liderów ruchu na rzecz upamiętnienia rotmistrza Pileckiego). On też proponował tradycję narodową jako budulec tożsamości. I pytał: - Jak wpisać 11 listopada w dzieje Wrocławia? - Związek Wrocławia z Polską nie jest zaniedbany – polemizował Tomasz Sielicki (TUMW). - Gdy staramy się o duże międzynarodowe imprezy jak Expo, czy Euro, to zawsze jako "Wroclaw, Poland". Uczestnicy dyskusji spierali się też o nazewnictwo i upamiętnianie kolejnych okresów historii miasta – np. Krzysztof Grzelczyk pytał, dlaczego mówi się o okresie "piastowskim", a nie "polskim" oraz dlaczego chętniej wspominamy Habsburgów, niż Piotra Włostowica. Inny spór dotyczył ważnych dat z najnowszych dziejów miasta i kraju jako elementu tożsamości. Paweł Kubicki wskazywał, że przełomowymi wydarzeniami dla wrocławian była powódź z 1997 r. oraz remont Rynku. Polemizował z nim Krzysztof Grzelczyk, który uważa, że "doświadczenie powodzi ma charakter pokoleniowy". - Dla mnie takim doświadczeniem był rok 1980 – wspominał. - Wtedy na Dolnym Śląsku do "Solidarności" należało milion ludzi! Powódź to tyko epizod walki z żywiołem. Nie trzeba było nic budować. Ludzie czuli się u siebie. Ja mieszkam we Wrocławiu od 1976 r. i nigdy nie czułem się tu obco. Marek Natusiewicz – dla odmiany – wskazywał na rok 1968 jako datę przełomową. I przypomniał, że w latach 50. i 60. "Wrocław rozkwitał". Pozostaje pytanie, czy ta wielość możliwych tożsamości to dla wrocławian szansa, czy obciążenie. O debacie napisała też Hanna Wieczorek w tekście "Na kanapie Kraków kontra Wrocław", w "Polsce – Gazecie Wrocławskiej" (29.03.2010., str. 7). Oto cytat: "Z Solidarności bardzo szybko zeszło na Piastów, Czechy, Habsburgów i Prusy. Szczegółowo roztrząsano, kto był ważniejszy: niemieccy, wrocławscy nobliści czy Piotr Włostowic. I dlaczego chętniej mówi się o wynalazcy gazu bojowego Fritzu Haberze, którego żona popełniła samobójstwo, ponieważ nie mogła znieść obciążenia psychicznego, związanego z przyczynianiem się męża do śmierci żołnierzy, niż o rotmistrzu Pileckim". Debatę prowadziła Katarzyna Uczkiewicz, redaktor naczelna kwartalnika "Pamięć i Przyszłość". Patronem spotkania był serwis Dolnoslazacy.pl. |
| Poprawiony: niedziela, 25 kwietnia 2010 23:17 |






Debata Habeas Lounge o tożsamości wrocławian. Na pierwszym planie - Marek Natusiewicz. Za nim (od prawej): Adrian Drożdż, Katarzyna Uczkiewicz, Krzysztof Grzelczyk (Fot. Łukasz Medeksza)