| Portale kulturalne w staraniach Wrocławia o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 |
|
|
|
| Wpisany przez Łukasz Medeksza |
| niedziela, 09 maja 2010 22:12 |
|
- Jesteśmy na etapie, w którym działania w internecie nie mają znaczenia – przekonywał prof. Adam Chmielewski, który odpowiada za starania o ESK 2016. I zastrzegał: - Swoją funkcję pełnię dopiero od trzech miesięcy. Nie wszystkie pomysły miasta mi się podobają. Debata Habeas Lounge o ESK 2016 była burzliwa. Prof. Adam Chmielewski był atakowany za słabą kampanię w internecie. O dziwo, sam przyłączył się do tej krytyki, wytykając władzom Wrocławia złe decyzje i zaniedbania. W dniu debaty (8 maja) głównymi elementami tej kampanii internetowej były: a) Strona Wro2016.pl – oficjalny serwis starań Wrocławia o ESK 2016. Wszystkie te narzędzia działają od niedawna. Kampania sprawia wrażenie poprawnej, jednak z punktu widzenia użytkownika internetu kandydatura Wrocławia niczym nie wyróżnia się na tle innych polskich miast ubiegających się o ESK 2016. Znamienny jest wynik stolicy Dolnego Śląska w internetowym głosowaniu na oficjalnej stronie Europejskiej Stolicy Kultury: 3,3 proc., czyli niemal nic w porównaniu ze Szczecinem i Łodzią, które mają po ponad 40 proc. głosów. Notabene, w dniu debaty Facebookowy profil kampanii Łodzi na rzecz ESK 2016 miał ponad 5100 fanów. Szczecin miał 1800 fanów, a Poznań – 1500. Podczas debaty pojawiły się głosy krytyki pod adresem stron Wro2016.pl i Kreatywny Wrocław. Jednak prof. Chmielewski już na wstępie zastrzegł: - Kreatywny Wrocław został uruchomiony zanim zacząłem odpowiadać za starania o ESK 2016. Ta strona nie nadaje się. Z Wro2016.pl też nie jestem zadowolony. Stronę odpaliliśmy 9 kwietnia. Mieliśmy za mało czasu na jej przygotowanie. Jest na niej zbyt mało zdjęć. W dodatku pochodzą tylko z Urzędu Miasta i pokazują Wrocław zimą. Dlatego pozbawiliśmy je kolorów. Dopiero od niedawna kupuję zdjęcia od autorów zewnętrznych. Mirek Połyniak, spec od strategii internetowych (mirekpolyniak.wordpress.com) dopytywał: - Ile pieniędzy ma Wrocław na ESK 2016? - O ile mi wiadomo, na ten rok jest to ok. 2 mln zł – wyjaśniał prof. Chmielewski. - Z tej kwoty utrzymywane są etaty ośmiu osób w mojej instytucji oraz umowy o dzieło i zlecenia dla osób z zewnątrz, także dla dziennikarzy, którzy piszą dla Kreatywnego Wrocławia. Największa część pieniędzy idzie na promocję. Ale i w tym kontekście szef Wrocławia 2016 skrytykował władze miasta. Wytknął im promowanie ESK 2016 przez skok na bungee jako "skok w kulturę". - To nie jest dobry pomysł – spuentował. (Imprezy inaugurujące kampanię Wrocławia na rzecz ESK 2016 zaplanowane są na 15 maja). - Dwa miliony złotych to bardzo dużo pieniędzy. W internecie można za to zrobić mnóstwo rzeczy – komentował Mirek Połyniak. - Nasze miasto w ogóle nie wykorzystuje internetu. To totalna amatorszczyzna. A zdjęcia Wrocławia są dostępne, i to za darmo. - Dlaczego miasto nie ma domeny Wroclaw2016.pl? Do kogo ona należy? - pytała Mirosława Adamczak, twórczyni i szefowa portalu Kulturaonline.pl. Prof. Chmielewski: - Domenę ma pewien pan w Łodzi. Chciał ją nam odsprzedać. Nie skorzystaliśmy z propozycji. - Kto pyta, nie błądzi. Zanim podejmie się działania w internecie, warto spytać o zdanie ludzi, którzy się na tym znają – radziła Mirosława Adamczak. Prof. Chmielewski zaznaczył jednak, że na obecnym etapie internet nie ma znaczenia. Teraz liczy się aplikacja, którą Wrocław musi napisać i złożyć do końca sierpnia. Przeczyta ją tylko trzynaście osób – eksperci wskazani przez polski rząd i Komisję Europejską. Dopiero wówczas miasto stanie się oficjalnym kandydatem do tytułu ESK 2016. Zaś prawdziwa kampania ruszy, gdy w grudniu 2010 r. miastu uda się zakwalifikować do drugiej tury rywalizacji. - Jeśli internet nie jest w tej chwili najważniejszy, to dlaczego we wszystkich materiałach promocyjnych jest adres strony Wro2016.pl? - polemizował Dariusz Wieczorkowski z www.prw.pl. - Strona jest tak archaiczna, że zapewne żaden internauta, który raz ją odwiedził, nie wróci na nią. Boli mnie także to, że ludzie, którzy stworzyli serwisy Wro2016.pl i Kreatywny Wrocław nie słyszeli chyba o pojęciu Web 2.0. Przed nami masa pracy. - Po co w ogóle zabiegamy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury? Co będziemy z tego mieli? – pytał z kolei Bartłomiej Knapik, dziennikarz portalu tuWroclaw.com. - Celem zasadniczym jest upowszechnienie kultury wśród wrocławian – tłumaczył prof. Chmielewski. Jak mówił, z badań wynika, że tylko 5 proc. mieszkańców miasta korzysta z kultury. - Trzeba przekonać kolejnych 70 proc., by zaczęli to robić. Czas przełamać publiczną agorafobię – podkreślał. Jego zdaniem, największym problemem jest zjawisko wykluczenia z uczestnictwa w kulturze. Dotyczy to m.in. osób starszych, niepełnosprawnych i rodzin wielodzietnych. - Wykluczenie społeczne lub (samo)wykluczenie jest wielkim problemem. Uważam jednak, że w mieście o tak dużym potencjale łatwiej jest z tym walczyć - zauważył Tomasz Jakub Sysło, artysta plastyk, didżej, prezes Fundacji Artistik. - Droga do zdobycia tytułu Europejskiej Stolicy Kultury jest dobrym sposobem na to, by nie było ludzi poza kulturą. Nie poczuwam się do bycia wykluczonym. Sam z tym zawsze walczę i zarażam innych ta chorobą :) Dla mnie Wrocław to stan świadomości, lub popularne WROC.LOVE. Kulturą trzeba zarażać, to musi być pandemia. Adam Chmielewski zachęcał do wsparcia starań o ESK 2016. Służą temu projekty CoolTube (społeczność twórcza) na stronie Kreatywny Wrocław oraz Wrocławski Akcjonariat Kultury, do którego można dołączyć na stronie Wro2016.pl i w Facebooku. Nazwa "CoolTube" nie spodobała się Pawłowi Jarodzkiemu, znanemu malarzowi związanemu z galerią BWA Awangarda. Wytknął, że tak nazywają się lampy stosowane w hodowli roślin. - Mogę nadać nowe znaczenie temu słowu – ripostował prof. Chmielewski. Anita Bialic z Galerii BB narzekała, że nie czuje się podmiotem działań miasta na rzecz ESK 2016. Apelowała o to, by osoby odpowiedzialne za kampanię omawiały ją z wrocławskimi twórcami. Pojawiły się też głosy, że Wrocław powinien wpierw zadbać o kondycję własnego życia kulturalnego, a dopiero potem zabiegać o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Mirosław Majcherek, aktor, przypomniał, że w latach 70. miasto było potęgą teatralną. - To wtedy była stolica kultury! – zauważył. Jego zdaniem, ten dorobek został zmarnowany. W podobnym duchu wypowiedział się Marek Natusiewicz, urbanista, wskazując całkiem świeże wydarzenie: - W tym samym czasie, gdy szefem instytucji Wrocław 2016 został prof. Chmielewski, miasto zniszczyło klub jazzowy "Rura". Znany na świecie, bo grali w nim wybitni jazzmeni. Ale chcieć to móc. Przykładem jest słynny portal ze zdjęciami Wrocławia i Dolnego Śląska, prowadzony przez pasjonatów ze stowarzyszenia Wratislaviae Amici (znany jako "strona hydralowa"). - Powstał z niczego. A w zeszłym roku miał 20 mln wejść – opowiadał Piotr Popów, prezes Wratislaviae Amici. - Mamy 20 tys. zarejestrowanych użytkowników. Każdy z nich jest nośnikiem promocji miasta. Dziś nie liczą się domy kultury, a internet. - Zastanówmy się jak to zrobić, by wywołać w mieście pospolite ruszenie na rzecz ESK 2016 – rzuciła jedna z osób przysłuchujących się debacie. - Jestem gotów pomóc – zadeklarował Tomasz Jakub Sysło. |
| Poprawiony: czwartek, 13 maja 2010 21:55 |






Prof. Adam Chmielewski podczas debaty Habeas Lounge (Fot. Maja Zabokrzycka / Fundacja Dom Pokoju)
Komentarze
Wrocławski Facebook działa od miesiąca i ma prawie 1500 fanów, natomiast inne miasta działają od ponad roku - jesteśmy bardziej zaangażowani niż się Panu Profesorowi wydaje. Nie ma się co odcinać od działań, które przecież ktoś w mieście zaakceptował. Don Kichot starań o ESK???? Jeśli takie jest podejście miasta do internautów to nie ma się co dziwić, że nasz wynik na stronie Candidates jest taki mizerny...
Bullshit. Największym problemem jest to, że idąc do jakiegokolwiek teatru, na koncert czy cokolwiek muszę zostawić tam conajmniej kilkadziesiąt złotych na osobę. Na prawdę chętnie chodziłbym na spektakle do teatru - ale jeśli mam za średniej jakości utwór płacić 50zł, czyli 1/4 stypendium naukowego na mojej uczelni - to coś jest z tym nie tak i raczej najpierw tym trzebaby się zająć.