| Wrocław jako przestrzeń polityczna |
|
|
|
| Wpisany przez Łukasz Medeksza |
| czwartek, 13 maja 2010 00:14 |
|
20 lat temu mogło się wydawać, że upadek PRL i odbudowa samorządu terytorialnego dadzą początek prężnemu społeczeństwu obywatelskiemu. Że zwykli ludzie masowo zaangażują się w życie publiczne. Niestety, doczekaliśmy czasów, gdy działalność publiczna kojarzy się z "polityką". Ta zaś uchodzi za wyspecjalizowaną sferę życia, którą zajmują się zawodowi "politycy". Zwykli ludzie wolą inwestować swoją energię w rozwój życia prywatnego. Nie ufają "politykom". Być może tę postawę da się zrozumieć, gdy mówimy o sprawach krajowych. Ale czy ma ona sens w samorządnym mieście? Czy Wrocław cierpi na uwiąd życia obywatelskiego? Z jednej strony – jest to miasto, w którym od 20 lat nieprzerwanie rządzi ten sam obóz polityczny, a opozycja w zasadzie przestała istnieć. Wiele ważnych decyzji (np. ta o budowie stadionu) nie podlega publicznej debacie. Z drugiej strony – poza strukturami samorządu działa wiele prężnych organizacji pozarządowych, które forsują swoje wizje zmian w mieście. Są aktywne rady osiedlowe. Jednak mają one niewielkie kompetencje, zaś frekwencja w wyborach osiedlowych jest porażająco niska. Nie lubię mówić o "polityce". Wolę słowo "polityczność", które rozumiem jako pewien sposób bycia w świecie. Jako zaangażowanie w życie publiczne, formułowanie swoich wizji i walka o ich realizację. Podmiotami tak rozumianej "gry politycznej" ("gry o miasto") są nie tylko "politycy" i "partie polityczne", ale także organizacje pozarządowe, eksperci, działacze osiedlowi i zwykli obywatele. Zresztą nawet na poziomie zwykłej "polityki" owa "gra o miasto" ma wielu aktorów. Przykładem jest marszałek Dolnego Śląska (jako instytucja), którego rola we Wrocławiu jest niedoceniania, a który odpowiada tu za tak wiele dziedzin życia, że można go w zasadzie nazwać "równoległym prezydentem". Ogromną rolę odgrywają różne instytucje państwowe, np. PKP. Rzecz w tym, by wszystkie podmioty "gry o miasto" uświadomiły sobie własną "polityczność" i polityczną ważność pozostałych podmiotów. Może warto jakoś sproceduralizować wzajemne relacje (np. te pomiędzy samorządem miejskim a organizacjami pozarządowymi)? Może warto wzmocnić słabsze podmioty (np. rady osiedli)? Może warto poszerzać zakres demokracji? Sobotnią debatę podzieliłem roboczo na cztery wątki tematyczne: Łukasz Medeksza |
| Poprawiony: niedziela, 16 maja 2010 23:48 |






Zapraszamy na kolejną debatę Habeas Lounge. Tym razem podyskutujemy o tym, czy obywatele powinni mieć większy wpływ na zarządzanie miastem. Słowo wstępne wygłosi Józef Pinior, były europoseł lewicy. Udział w dyskusji zapowiedzieli m.in. przedstawiciele czołowych formacji politycznych, organizacji pozarządowych oraz radni miejscy i osiedlowi. Start: sobota (15 maja), godz. 12.00. Miejsce: Łokietka 5 - InfoPunkt Nadodrze.